nieznośna lekkość butów

archiwum x / prehistoria

X Mogul Rallye Železné Hory czyli rajdy po czesku


Czeskie rajdy mają w sobie to "coś"... nikt się nie spina i nie napina, wszystko na luzie i "w pohode". Organizacja bardzo profesjonalna, wszystko oznaczone, zabezpieczone. Kilometrów do przejechania na oko tyle, co u nas w rundzie PP. Bywają odcinki szybsze niż nasze pucharowe. Do tego w Czechach "tarmac to tarmac", a nie "dziurawy tarmac" i nikt koła nie urwie na równej drodze. W parku serwisowym dużo wiekowych skód, do tego sporo starych skód i kilka całkiem nowych skód. Kompletny przekrój przez czeską/czechosłowacką motoryzację. Tak samo z załogami. Od małego do dużego. Od "dzieciaków" w fiestach, po "rumcajsów" w skodach rapid. Zabezpieczenie trasy nie drze ryja (no raz im się zdarzyło, ale laska była ewidentnie 'na nie'), tylko siedzi pod jabłonią, pali fajki  i czyta książki... a kibice czyli fani nie są pijani (wiem, ciężko to sobie wyobrazić...) I nie jest to wina znanego polskiego problemu "czeskim piwem nie można się najebać, bo ma tylko 4%", ci ludzie wogóle nie posiadają ze sobą reklamówek z etanolową zawartością. Zwyczajnie przychodzą całymi rodzinami popatrzeć na fajny wyścig, który im na wiosce zorganizowano. A nuż jakiś Polak wyleci z trasy i będzie potem o czym w knajpie opowiadać ;] Wszak lepsze to niż oglądanie bigbradera/idola, no może nie tak fajne jak hokej, ale latem hokej chyba ma przerwę... Czemu u nas tak nie można? Czemu w Czechach, zwykły amatorski rajd, organizowany przez prywatne osoby + sponsorów, jest zorganizowany na poziomie Rajdu Karkonoskiego z 2010 roku, kiedy leciała tylko runda PP i Łużyc? Mam pewną teorię, ale nie będę przeklinał w święto narodowe. Do tego katolickie... PS. Aha, jakby ktoś nie skumał interfejsu na mojej stronie - galeria zdjęć jest w menu po prawej ;)


Komentarze