nieznośna lekkość butów

archiwum x / prehistoria

Wjazd kolarski Kowary-Okraj 2011


Mgła na Okraju zaskoczyła niczym hiszpańska inkwizycja, co przełożyło się na jakość zdjęć, a że umiejętności wielkich w odszumianiu nie mam, więc wyszło jak wyszło... Ponieważ stałem tam ponad 3 godziny i trochę się napatrzyłem, a do tego sam kiedyś startowałem i mam nawet medal srebrny, nieco użyję sobie krytycznie na "orgach". Po pierwsze: dlaczego w poniedziałek? Czesi nie mieli dzisiaj wolnego dnia, wszystko tam funkcjonowało jak w każdy normalny poniedziałek, a wiadomo, że nikt nie lubi normalnych poniedziałków. Meta była w Malej Upie, a Czesi generalnie wyścig mieli w .upie, bo siedzieli w pracy. No i zawodników z Czech też nie zaobserwowałem. Bo pewnie siedzieli w pracy. To po co ta meta w Malej Upie? Po drugie: dlaczego w TEN poniedziałek? Wakacje, długi weekend, wiadomo jak to wygląda, każdy wsiada w swoje kombi i stara się wjechać najbliżej Śnieżki jak się da. No i na Okraju była masakra momentami, zabezpieczający ewidentnie nie dawali rady (gwizdać w gwizdek to nie wszystko), kierowcy blokowali kolarzy, leciały "kurwy" i pozytywne wibracje gdzieś nagle znikały. Kulała też organizacja parkingów, wszyscy kisili się po polskiej stronie, a w Czechach było mnóstwo miejsca. Nikt nad tym nie panował. Ten "event" zdecydowanie potrzebuje zamkniętej trasy na odcinku zjazd-na-Okraj-z-drogi-na-Lubawkę do Okraju, bo ludzi startuje coraz więcej i w końcu źle się to skończy. Ale cóż, jak wiadomo wszem i wobec -  Polak zawsze mądry po meczu. Po trzecie: "Gdzie ta meta?" Bardzo wielu kolarzy dojeżdżało do byłych budynków granicznych i odpuszczało, sądząc, że to już koniec. Po czym padało "gdzie jest meta?" i wtedy panowie w zielonych kamizelkach tłumaczyli, że meta jest 400m dalej, Zawodnicy przebywający w swoim własnym świecie zwanym "Hrmax" rzucali kurwikami i zjeżdżali 400m dalej na metę. Że nie wspomnę o kilku wjeżdżających, którzy chcieli skręcać w stronę byłych budynków  straży granicznej. Po czwarte: polscy kibice ;] Przez ten cały chaos wynikający z pkt. 1,2,3 ludzie, którzy znaleźli się na Okraju w kontekście innym niż kolarski, ewidetnie podchodzili do sprawy olewczo, wyłazili na drogę, ignorowali orgów, ucinali sobie grupowe dyskusje na środku trasy mtb, chociaż widać było gołym okiem, że nadjeżdża kolarz i musi dawać odgłosy paszczą (wiadomo jakie) żeby łaskawie raczyli mu z drogi zejść... Najebanych kibiców nie widziałem, warto to odnotować. Ale być może źle się rozejrzałem... Poza tym było naprawdę fajnie i normalnie nie przypierdalałbym się wogóle, ale odkąd zobaczyłem jak zawody sportowe organizuje się w Czechach, nie mam litości dla polskiej jakości. PS. Aha, jakby ktoś nie skumał interfejsu na mojej stronie ? galeria zdjęć jest w menu po prawej ;)


Komentarze