Archiwum XXX : Czerwiec 2013

Biegowy weekend

+ Komentarz
Kategoria: Nieznośna lekkość butów

Dzień I
Sobota, a więc Wrocław i niesławny Nocny Półmaraton, czyli bieg, który miał być, ale się nie odbył, chociaż ludzie pobiegli… a medale dostawali nawet ci, którzy nie byli na liście startowej 🙂

Cały czas się zastanawiam czy powinienem był lecieć no i jednak wychodzi mi na „nie”. Wrocław baj najt to ja już nieraz widziałem, a po drugie to po prostu szkoda pary. Chociaż warunki były ciężkie (gorąco i parno) planowałem mocny start, ostre ściganie i zbliżenie się do 1:25, a w takiej piknikowej atmosferze to wielki bibis, a nie ściganie by było.

Najbardziej w tym wszystkim szkoda ludzi, którzy poprzyjeżdżali z drugiego końca Polski (Gdańsk, Lublin itp), bo w ich przypadku koszt opłaty startowej to pikuś, dochodzi dojazd, spanie no i cały weekend zmarnowany.

Organizatorom oszczędzę, bo i tak na fejsie i w sieci mają prawdziwą publiczną chłostę, poleciała głowa „pana derektora”, pewnie jeszcze jakaś poleci.

Podsumowując: Warszawa ma dacha, a Wrocław półmaratona…

Plusem całego wyjazdu było poznanie niesamowitej knajpy, prowadzona przez bardzo ciekawe osoby – Cztery Pory Roku. Lokalizacja przy bramie wjazdowej na stadion (tej od Mickiewicza). Lokal nazywa się i organizują tam często i gęsto koncerty m.in. jazzowe. Właściwie siedząc tam i siorbiąc przedstartowe espresso, słuchając opowieści właściciela i strojenia się muzyków, przechodziła ochota na jakiekolwiek bieganie 🙂

Dzień II
Niedziela czyli gdzie jest Nowogrodziec?
Jeszcze w sobotę w oczekiwaniu na start pojawił się temat dyszki w Nowogrodźcu. Że w sumie to fajna i że w niedzielę. Kompletnie nie wiedziałem co to za bieg, jaka trasa, nic, zero, nul, ale kropla zaczęła drążyć temat i wracając na bazę już sobie kombinowałem jak tu wybrnąć z wrocławskiego bagna…
No to w niedzielę rano sprawdziłem co to za zawody, telefon do trenejro, który ostrzegł, że trasa dość ciężka, wyguglałem gdzie ten Nowogrodziec (aaa ten Nowogrodziec!), zapakowałem się w fokę i dzida.

Na miejscu szybkie zapisy i na rekon trasy. 5 pętli po 2km, w tym jeden podbieg, nie taki jak w Trzebnicy, ale na 4-tym i 5-tym okrążeniu przytykał. Na starcie 35 osób (z Regli była jeszcze Dominika z kibicami) czyli bardzo kameralnie.

Start w samo południe przy palącym słońcu nie zapowiadał spektakularnych wyników, planowałem coś w okolicach 40 minut, wyszło 39:42 czyli całkiem dobrze i 6 miejsce w generalce (5-ty miał 37:xx czyli nie moja liga JESZCZE). Postałem na pudle za 3-cie w M30, więc dodatkowa satysfakcja jest. A start potraktowałem jako mocny akcent do Wielkiej Pętli Izerskiej (za 4 tygodnie), poza tym szkoda mi było przygotowań do Nocnego.

Ogólnie bardzo sympatyczna i przyjazna atmosfera (podobny klimat jak w Jaworze – pełen luzik), nawet było paru kibiców 🙂

Summa summarum, pomimo wrocławskiego zbuka, weekend oficjalnie uznaję za udany!