Archiwum XXX : Październik 2012

Tam i z powrotem czyli jak hobbit

komentarze 4
Kategoria: Nieznośna lekkość butów

Cały tydzień czekam na te weekendowe wycieczki.
Plan: Jakuszyce-Stóg Izerski-Jakuszyce, jakieś 35km wesołego polsko-czeskiego (właśnie dlatego wesołego) szlaku.

Śniadanie: Jajecznica na maśle z czterech jajek ze szczypiorem. Plus 3 kromki z padliną „homemade”.

Na trasę 0,5l izo + 3/4 czekolady 85%. Chciałem sprawdzić czy na 30 kilometrze da się jeść bardzo gorzką czekoladę.
Otóż da się i całkiem dobrze syci. W zasadzie mało węgli było, a zupełnie nie czułem głodu, nawet po zjechaniu do Jeleniej.

W trasie poszło w sumie jakieś 2l płynów, 0,5 izo z domu + powerade na Stogu + dwa razy tankowanie w Chatce Górzystów.
Po powrocie waga pokazała 76,5kg czyli jakieś 2,5kg obywatela mniej wróciło.

Trasa pękła w 3:35, przewyższeń 650m w dół i 650m w górę.

XXV Bieg Lwa Legnickiego czyli kalkulator prawdę Ci powie

+ Komentarz
Kategoria: Nieznośna lekkość butów

Zapowiadało się dobrze – w Legnicy zimno (z 10 stopni), a ja lubię jak zimno, bo mniej się pocę.
Chociaż jak wyjeżdżałem z Jeleniej, pogoda nie nastrajała do biegania (7 stopni i lało).

Plan był aby przebiec w 5′ (czyli w okolice 1:45), chociaż wszystkie mądre kalkulatory mówiły, że powinienem szybciej (4’30”-4’45”), co wydawało mi się absurdem, ponieważ pamiętam jak biegłem całkiem niedawno 10km w tempie 4’31” i jak się zajechałem.

No ale nic, start i pierwsze 2km w tempie 4:50-5:00 żeby wyczuć czy piszczele nie zaczną boleć. Tempo wydało mi się trochę za wolne, więc przyspieszyłem i na pierwszej „dyszce” miałem ok. 47 minut. Okazało się, że leci się doskonale, BO JEST RÓWNO, a ja przyzwyczaiłem się do kilometrowych podbiegów. Ponieważ ich nie było, to miałem wrażenie, że ciągle jest z góry ;] Po 10-tym km lekko przyspieszyłem i starałem się biec w 4’30”.

Fajne było to, że właściwie nikt mnie nie wyprzedzał. Na starcie szybsi od razu poszli przodem, ja dodatkowo (ale nie specjalnie) dałem się lekko zepchnąć na tył (od dziecka słabo pracuję łokciami…), a więc potem powoli „łykałem” kolejnych zawodników.

Wyszło 1:37:03 (1:36:49 netto) czyli znacznie lepiej, niż oczekiwane 1:45.
Co ciekawe wg kalkulatora i wyniku z ostatniego testu Coopera, szacowany czas na półmaraton wychodził 1:36:20

Czuję, że mogłem pobiec szybciej i urwać minutę albo dwie, ale speniałem, że „umrę” na kilometr przed metą, stąd wybrałem opcję asekuracyjną. Poza tym już na półmetku wiedziałem, że jak mi nogi nie urwie, to wyjdzie poniżej 1:45, więc nie chciałem uwalić dobrego biegu.

Podsumowując – bardzo za!ebisty debiut na 21097m, zwłaszcza, że zrobiony praktycznie bez żadnego planu.