3. Bieg Niepodległości w Żaganiu

Ostatni bieg w sezonie startowym 2014 za mną.

Żagań – miasto targane skrajnymi emocjami, o czym świadczą napisy na murach „Falubaz Terror”, „Kocham cię Amando”… ale do rzeczy.

Tak płaskiej trasy to nawet w Nowej Soli nie mają. I tak krętej!
Cztery krótkie pętle, tak że już na trzeciej zacząłem mijać wolniejszych, a na czwartej to już zrobiło się dość gęsto. Przypomniała mi się wrocławska jedenastka, gdzie wpadliśmy w tłum biegaczy, którzy nie zrobili extra kilosa.

Jakoś tak jechałem do Żagania bez motywacji, bo nabiegawszy 37:35 w Jaworze nie liczyłem specjalnie na poprawienie wyniku, a nawet mi już nie zależało.
Motywator więc był niski, chociaż czułem, że buraki nie poszły na marne.
Na duchu podtrzymywał mnie sen sprzed dwóch dni, w którym przebiegłem w tempie 3’41” :)

Do 5-go kilosa sen się spełniał, szło na połamanie 37 minut i nawet czułem się całkiem świeży, ale potem niejaki Miłosz (skończył w 36:13, szac),
do którego byłem przyklejony lekko przyspieszył i zostałem sam ze sobą, czyli jak zawsze. Jak zniosłem porzucenie, widać na międzyczasach. Trzy kilosy rozpaczy i dopiero na koniec lekko przyspieszyłem.

Wyszło 38:00 brutto, 37:59 netto, 17. w Open, 8. w M30. Nie narzekam.

Ale najważniejsze, że głowa już wie, że nogi mogą pobiec spokojnie na 36:xx.
Trzeba tylko potrenować asertywność i nauczyć stosowania magicznego zwrotu „Daj zmianę, bo mam kolkę”.

ZNOWU SIĘ UDAŁO!

Pełne wyniki tutaj
Foty z biegu tutaj